...oto jest pytanie o tej porze roku dla każdego kto lubi ten przysmak sezonowy
Oto szybciutka odpowiedź
na zawsze stęskniona
...oto jest pytanie o tej porze roku dla każdego kto lubi ten przysmak sezonowy
Oto szybciutka odpowiedź
Przyszedł czas na czerpanie z sezonowych przysmaków. Fasolka szparagowa, młode ziemniaczki, truskawki, czereśnie...i on... młody zielony ...bób. Jedni go uwielbiają inni niż znoszą. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy. Zwykły gotowany jest pyszny. Ale dziś w troszkę innej, ulepszonej odsłonie.
Za nami upalny weekend a przed nami upalny tydzień...pewnie nie jeden jak to w lato. Oto opcja obiadowa bez fatygi. Przygotowanie zajmuje max. 15 minut a czas oczekiwania koło pół godzinki.
Kopytka to smak domu. Kopytka to smak dzieciństwa. Kopytka to smak Mamy... Dla wielu najważniejszej osoby w życiu.
Rzadko tu bywam ale warto wpaść choć na chwilę by złożyć Wam życzenia z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia...ale o tym na koniec. Zacznijmy od magii świąt, kompotu wigilijnego i corocznej gonitwy świątecznej...
Dawno mnie tu nie było. Teraz wpadam tu częściej po swoje stare przepisy niż wrzucam coś nowego. Życie realne jest dużo bardziej pochłaniające i nie daje zbyt wiele przestrzeni ani na pisanie ani na spontaniczne "nowe" gotowanie.
W każdym razie jesień w pełni choć moglibyśmy cieszyć się jeszcze prawie letnim słońcem. Pora przetworów powoli dobiega końca, ale żeby całkiem nie zniknąć z przestrzeni "Kuchni po mojemu" wrzucam ekspresowy przepis na paprykę w occie.
Kolejne święta tuż, tuż. Nie wiem jak u Was, ale u mnie nie do końca czuć magię tych świąt – mimo, że za oknem wybuch wiosny… Każdy ma swoje tematy, bóle, strachy i problemy. Święta są magiczne tylko dla dzieci. Takie jest moje zdanie na ten temat. No w każdym razie w szczegóły mojej goryczy wchodzić nie będziemy, ale, żeby ją osłodzić i sobie i Wam postanowiłam wrzucić przepis na pyszny domowy mazurek, który w smaku nie ma sobie równych.
Nie wiem jak Wam, ale mi oraz moim najbliższym nalewka z sosny lub w wersji bezalkoholowej -syrop z pędów sosny nie raz uratowały zdrowie. Kiedyś produkcją tych domowych skarbów natury zajmowal się śp. mój Teść. W zeszłym roku moja Mama spróbowała zmierzyć się z tematem. Najważniejsze dla produkcji jest to gdzie, jak i kiedy pozyskamy produkt. Pędy sosny najlepiej zbierać na przełomie kwietnia i maja. Później zbierane pędy stają się mniej soczyste, i stwardniałe. Muszą to być jasnozielone przyrosty z brązową, lepką łupinką. Przycinamy je sekatorem albo bardzo ostrym nożem. Oczywiście najlepiej w miejscach oddalonych od dużych miast, dróg czy terenów przemysłowych.
Zbliżają się Święta. Kolejna Wielkanoc za pasem. Czas odświeżyć dom. Wyciągnąć przepisy i zaplanować menu. W dzisiejszych czasach warto zwrócić uwagę na finansowy aspekt tych przygotowań. Biorąc pod uwagę galopujące ceny, wyższe z dnia na dzień warto nie przekombinować z ilością planowanych przysmaków. To propozycja warta zapisania. Można się zasłodzić nawet małą porcją tego ciasta. A przy okazji jest bardzo smaczne Ponadto jest dość proste w wykonaniu.
Wielki Post powoli dobiega końca. Już myślimy o świątecznych smakołykach. Tymczasem oto propozycja, która powinna zainteresować nie tylko osoby, które ograniczają świadomie spożycie mięsa, ale właśnie przede wszystkich tych, którzy od mięsa nie stronią. Jest to przepyszna alternatywa tradycyjnego bigosu. Sprawdzi się jako dodatek do tradycyjnych potraw, ale i jako samodzielne danie. Pełnia smaku bez grama mięsa. Mniam
Witam... się i Was. Znowu długo mnie tu nie było. Czas mija nieubłaganie, a przepisy czekają i ochodzą w zapomnienie. Tak to jest że coraz ciężej wygospodarować ten czas na celebrację gotowania. Tygodnie mijają jeden za drugim. A weekendy... niczym pstryknięcie palcem. Wiem, że nie jestem na bieżąco z dopieszczaniem tego swoistego pamiętnika mojej kuchni, ale tak widać musi być narazie. Wpadam, zostawiam inspirację do zrobienia domowego sushi i wypadam znowu w niebyt życia rzeczywistego.
W kontrze do ostatniego przepisu postanowiłam zaszaleć i zaserwować pomysłna, który jest równie prosty, ale już na pewno nie tani. Ta propozycja może ogołocić nasz portfel. Sezon kurkowy rozpoczęty, ale cena tych smacznych grzybów powala. 89 zł za kg? Serio? Wolę nie jeść. Oczywiście tylko do momentu póki sama nie nazbieram. Tymczasem przedstawiam przepis na odrobinę luksusu w tych naszych marnych czasach:
Zbliża się długi weekend czerwcowy. Czas odpoczynku i relaksu dla większości z nas. Miejmy nadzieję że pogoda dopisze. Można ten czas spędzić z bliskimi w plenerze przy grillu. I nie musi oznaczać to tylko kiełbasy, hamburgerów i szaszłyków w menu. Oto pomysł na karkówkę z grilla, która robi się sama i nie jest żylasto - tłustą wypieczoną skwarką, a rasowym obiadem "domowym".
Wiele osób zastanawia sie co można zrobić z piersi kury. Przecież jest sucha, zawiła i twarda. To mit. Szczególnie jeśli zamierzacie wstawić właśnie pyszny rosół na niedzielę to warto wykroić z naszej kury ten element i miec pyszne drugie danie w komplecie. Polecam. Sprawdźcie:
Wpadam na chwilę z pomysłem na sałatkę do pracy. Prosta i pyszna. Bez mięsa i makaronu, a pełna smaku. W roli głównej marynowany gotowany burak i rukola. Tyleż czasu za mną chodził buraczek i w końcu się udało nie zapomnieć zrobić sałatki do pracy. Oto przepis:
Oto propozycja szybkiego i pysznego obiadu na nadchodzący weekend. Do lektury przepisu źródłowego musimy cofnąć się troszkę wcześniej. Jedyna zmiana to suszony pomidor z oliwy zamiast boczku i ok. 80 ml śmietany 30% zamiast 18%.
Pycha. Jest szybko. Łatwo. Smacznie. Aromatycznie. I kolorowo na talerzu. Czyli wszystko co lubimy - a na pewno lubię ja, w codziennym gotowaniu. Polecam
Tłusty Czwartek za pasem... To święto pączków i faworków przede wszystkim. Oto przepis dla Łasuchów, którzy zacierają ręce na słodkie obżarstwo. Chyba każdy z nas ma za sobą nieudaną próbę faworkową, a przynajmniej każdy z tych co w ogóle próbowali😜. Wszechobecny zapach spalonego tłuszczu unoszący się w domu długie godziny sprawia, że nawet jeśli same faworki wyjdą - odechciewa się je jeść. Ja takie próby pamiętam. Ostatnia była chyba w zeszłym roku i skończyła się frustracją - moją i Mamy, bo to z nią oczywiście faworki próbowałyśmy zrobić. Nie wyszły. Niby taka prosta rzecz, a potrafi nie wyjść. Źle rozgrzany tłuszcz, złe proporcje w cieście, źle rozwałkowane ciasto - taka prosta, rzecz a tyle można zepsuć ;). To przepis idealny. Bez smażenia przede wszystkim. Prosto i bez smrodu. Wow. Mama wynalazła ten przepis przeczesując internet, w poszukiwaniu ciekawostek. Zmodyfikowała po swojemu i już dwa razy w tym roku faworki były. Polecam wszystkim amatorom.
Dawno mnie tu nie było … again. Można powiedzieć - od zeszłego roku. Życie… nie rozpieszcza, przynajmniej niektórych i niestety w tym mnie. Ale nie o tym. O jedzeniu miało być rzecz jasna. Jako, że zbliża się Wielki Post i kończy się okres „karnawałowego obżarstwa” uznałam, że to ostatni moment by wrzucić przepis na doskonałe galaretki mięsno – kolagenowe. Oczywiście receptura mojej Mamusi. Przepis czeka i czeka a ja znów się nimi obżerałam w ten weekend. Pyszności. Większość osób do zrobienia nóżek wykorzystuje golonki. Moja Mama – kolanka wieprzowe, nóżki (przednie mają więcej mięsa) i kurze łapki. To prawdziwy zastrzyk kolagenu, a jaki smaczny do tego. 🍲Ja po 2-3 dniach „kuracji” mam zdecydowanie gładszą skórę. Dodatkowo kolagen ma zbawienny wpływ na nasze stawy, jako że jest składnikiem tkanki chrzęstnej. Regularne spożywanie go jest szczególnie ważne dla sportowców, seniorów, a także, co ciekawe, osób o niskiej aktywności fizycznej. Dziennie powinniśmy przyjmować między 2,5 a 15 gramów tego białka — nic, tylko się zajadać 😋
Polecam. Sprawdźcie sami:
Święta zbliżają się nieubłaganie. Ja w tym roku niestety ani klimatu ani chęci ani mobilizacji nie mam i nie czuje. Sama na siebie się wściekam, ale czasem chyba po prostu trzeba odpuścić. Będzie jak będzie. Tymczasem póki chwila jest wrzucam prosty i bardzo smakowity przepis na przekąskę, która zarówno na wigilijny stół się nada jak i na zwykłą posiadówkę.
Ostatnio byłam u Mamusi. Znowu miałyśmy chwilę dla siebie. Zgrabiłyśmy ostatek liści - rzutem na taśmę przed mrozem, który zawitał ⛄ Najadłyśmy się (delikatnie sprawę ujmując) baby ziemniaczanej, którą specjalnie dla nas Mama zrobiła. Obejrzałyśmy skoki zgodnie z tradycją. Pogadałyśmy. Razem pomilczałyśmy. A po trudach całego dnia i tygodnia - na wieczór moja kochana Rodzicielka ugościła mnie napojem wywodzącym się z medycyny Bliskiego Wschodu. Złote mleko to nic innego jak połączenie mleka (lub jego roślinnych odpowiedników) z przyprawami korzennymi. Po obżarstwie obiadowym - byłam sceptycznie nastawiona do pomysłu spożycia mleka ✨😂 ale Mama mnie przekonała. Poczytałam chwilę czy jest się czym zachwycać i jakie pozytywne działanie ma ten specyfik. Brzmi obiecująco, biorąc pod uwagę właściwości zdrowotne poszczególnych składników. Sprawdźcie sami.
Tak się ostatnio składa, że w mojej Kuchni po mojemu wymiata ostatnio bardziej mój Mąż niż ja. Ja dostarczam produkty, służę radą, wsparciem technicznym czy też wydaniem dań, ale wena i wykonanie, co fajniejszych i nowych dań należą do niego. Oto jedna z nowszych propozycji. Domowy "chińczyk", a raczej kolejna jego odsłona. Proste, szybkie i kolorowe danie dla każdego. Mniam. Ja polecam, a Wy decydujcie czy to dla Was:
Witam,
Upały nie sprzyjają długim i skomplikowanym procedurom obiadowym. Nie wiem jak Wam, ale mi w takie dni jak te ostatnio - parne i duszne marzą się proste i szybkie posiłki. Ten, który Wam przedstawiam powstał w ostatnich dniach i baaardzo nam przypadł do gustu. Lekka pełnia smaku do ogarnięcia w pół godzinki.