wtorek, 31 marca 2020

Placki pszenne domowe, czyli kuchnia w czasach zarazy

Witam Was i siebie po jakże długiej przerwie... Ostatni mój wpis powstał przed świętami Bożego Narodzenia w 2018r. ... Tyle miesięcy posuchy i w końcu bach... miałam ochotę zrobić zdjęcie jedzenia i podzielić się przepisem na placki, które mój Mąż wypatrzył w internecie i przyrządził nam na kolację. Może dlatego, że tak mi smakowały i że to nie ja je robiłam...a może dlatego, że mamy czas szczególny i zarówno w Polsce jak i na świecie dzieją się rzeczy dziwne, niespotykane i do tej pory tylko w książkach i filmach katastroficznych "przeżywane" przeze mnie.
No nieważne - najpierw prosty przepis a na koniec może jeszcze jakaś konkluzja osobista





Składniki na 5-6 placków:

  • 25 dag mąki pszennej
  • łyżeczka soli
  • woda - ilość niezbędna do zagniecenia ciasta
Przygotowanie:
Mąkę wymieszaną z solą zagniatamy na elastyczne ciasto dodając wody stopniowo.
Uzyskane ciasto wałkujemy na cienkie placki po czym wrzucamy na rozgrzaną patelnie. Około 2 minut na każdej stronie wystarczy.


Placki rosną, falują i dostają charakterystycznych przypieczonych plamek 
Najlepiej smakują świeżo z patelni posmarowane masełkiem czosnkowym... jejku ileż ja tego zjadłam ... no rzuciłam się po prostu.. Maks zajadał się także, ale zamiast masła czosnkowego wybrał keczup jako dodatek (a to Ci niespodzianka ;) 

I to jest kuchnia w czasach zarazy. Najprostsze składniki. Ich zapas akurat można zrobić. Prostota wykonania i duże możliwości wykorzystania na różne sposoby. Kilka dni później u nas była powtórka smakowitości - tym razem na obiad  - z karkóweczką i domowym sosem Tzatziki.
Niebo w gębie choć placki nie wiedzieć czemu wyszły twardsze i mniej puszyste niż za pierwszym razem.
Niebawem znów je planujemy w menu...

A konkluzja jest jedna: świat się zmieni na długo jak nie na zawsze...choroba zmieni życie zarówno tych którzy dostarczyli jej bezpośrednio jak i tych którym się uda. Pytanie tylko jak mocno konsekwencje nas doświadczą... czas pokaże. 
A narazie jest czas na siedzenie w domu i ograniczanie kontaktów społecznych, na gotowanie, naukę zdalną, prace rotacyjną ... czytaj i tak nie ma czasu na nic. Jako osoba aktywna zawodowo, a zarazem Mama Pierwszaka - czuję się jak w eksperymencie naukowym... czas pokaże co z tego wyjdzie. Obaw jest co nie miara... a sztuką jest nie dać się zwariować na tą chwilę (oprócz nie dać się zarazić oczywiście i zdążyć z materiałem szkolnym).
Tak czy siak, żeby nie zwariować swoje pasje trzeba mieć i pamiętać o nich częściej niż ja ;)


Pozdrawiam ciepło.
Zobaczymy za ile znów mnie tu przywieje...

1 komentarz:

Każdy konstruktywny komentarz mile widziany